Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 124 638 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Ogniki

czwartek, 22 kwietnia 2010 0:37
DEMON


 


Ogniki (zwane także świecnikami, świczkami, błędnymi ognikami bądź świetlikami bagiennymi) - w mitologii słowiańskiej były to małe demony, które rozpalały migoczące światełka koloru żółtego bądź niebieskiego, najczęściej pojawiające się nocą ponad bagnamii moczarami, rzadziej na polach. Migotaniem swoich światełek mamiły one ludzi przechodzących przez takie właśnie tereny, tak, że gubili oni drogę i mogli błąkać się w jej poszukiwaniu przez całą noc - mogły go nawet uśmiercić.Podróżnik rozradowany widokiem tlącego się w oddali światełka rusza w jego kierunku biorąc go mylnie za cel swej podróży lub innego wędrowca, zanim się jednak obejrzy wpada do dziury, grzęźnie w błocie albo stacza się z urwiska ku wielkiej uciesze zwodnika. Jednakże zdarzało się również, że ogniki litowały się nad zagubionym człowiekiem i wskazywały mu właściwy kierunek.


 


Podobno kiedy podróżnemu udało się schwytać takiego właśnie ognika - jednak zdarzało się to bardzo rzadko, dlatego też nie wiemy, jak wyglądał ów demon - mógł on w zamian za wypuszczenie spełnić jakieś jego życzenie, a kiedy ogniki zapalały swoje światełka, w pobliżu działy się przedziwne rzeczy. Według różnych opowieści ogniki zapalały światła tylko wtedy, kiedy w pobliżu był jakiś groźniejszy demon, taki jak np.Bies. Miały też stanowić zapowiedź czyjejś śmierci, najczęściej osoby w podeszłym wieku. Z racji tego, iż nazywano je także trupimi świecami, powstało powiedzenie, że „niebawem zgaśnie czyjaś świeca". Zgaśnięcie ognika przepowiadało zgaśnięcie życia człowieka, który je ujrzał.  





KIM NAPRAWDĘ JESTEM?

Istnieje wiele teorii na temat pochodzenia i klasyfikacji tych blado niebieskich świateł pojawiających się na horyzoncie i obiecujących melodyjnym głosem, zęsto śpiewem bezpieczeństwo, i koniec nużącej drogi. Głos ich jest tak piękny, iż zdaje się pochodzić z ust niesłychanie dobrej i czystej istoty. Najczęściej umiejscawiane są wśród dusz tragicznie zmarłych osób i nieochrzczonych dzieci, dusz niemogących odnaleźć spokoju, mających jeszcze jakieś zadanie na tej ziemi. 

 

Inni uważają, iż są starożytnymi duchami natury, duszami samych nocnych elfów. Mają strzec ukrytych skarbów, łudzić przepychem i bogactwem, oraz spełnieniem wszelkich marzeń zwodzonego. Są przeciwnikami nie do pokonania. Igrają ze swoją ofiarą, myląc jej drogę, odwodząc od celu podróży, by gwałtownie zgasnąć w najczarniejszym momencie nocy, nad przepaścią, lub pośrodku mulistych bagnisk, zostawiając zwiedzionego na pastwę losu.

 


Pustynną odmianą Ignis fatuus jest Fata morgana, która tworzy przed oczami ofiary złudne miraże.
Istnieje również hipoteza, iż błędny ognik jest po prostu bagiennym demonem, mającym sprowadzać zło na istoty ludzkie, lub im pokrewne. 


   


Jeszcze inne głosy mówią o zwiewnej istocie, jako odrębnym gatunku: jednonogiej jarzącej się błękitnym światłem postaci. Jej specyficzną cechą jest niewidzialność. Najrzadziej spotykany opis ukazuje zwodnika jako zagubionego, osiodłanego, pięknego rumaka o karej maści, którego podróżnicy chciwie chwytają i dosiadają, po czym zbyt późno orientują się, iż zwierze nie reaguje na ich polecenia, co gorsza wiedzie ich szalonym galopem do swojej jamy, by ukazać swą prawdziwą drapieżną postać i ich pożreć. 


 



Pod określeniem Ignis fatuus odnajdujemy także tajemnicze zjawisko pioruna kulistego, do dziś niewyjaśnione jednoznacznie przez naukowców.

Błędny ogień zwany jest przez poetów „płomieniem nienawiści pełzającym po bagnie, prowadzącym donikąd". 
Tańczący w ciemności zwodnik sam jednak poszukuje drogi do domu... bezskutecznie. Jego wieczny byt przepełniony jest udręką, dlatego też zdaje nam się bratnią duszą i jest wiarygodny w swoich obietnicach. Nie będzie on świecić nigdy wystarczająco długo, aby się ogrzać, aby się odnaleźć, lecz wystarczająco długo byś ty nie odnalazł swojej drogi, ani siebie.. 



NAUKA I LEGENDA

Zjawisko błędnych ogników znane jest na całym świecie. Niezwykłe pochodzenie i szczególne znaczenie przypisywali im już starożytni. Rzymianie określali je jako ignis fatuus, zaś Grecy uznawali je za błąkające się po Ziemi dusze. Także w Polsce, w zależności od regionu, tajemniczym światłom zaczęto nadawać różne nazwy i role. Jednakże ich sława rozciąga się znacznie dalej - od Ameryki aż do Australii. Mimo faktu, że ich pochodzenia upatruje się w zjawiskach przyrodniczych, od niepamiętnych czasów błędne ognie fascynują kolejne pokolenia. Zjawisko błędnych ogników jest stare jak świat. Obecne niemal w każdej kulturze, znalazło swoje miejsce w folklorze i legendach. Tańczące światła zostały wyjaśnione przez naukowców jako samozapłon fosforowodoru (gazu błotnego) PH3, zawierającego domieszki wyższych wodorków fosforu, powstałego w wyniku podziemnego rozkładu martwych tkanek roślinnych lub zwierzęcych.  Mimo to tajemnicze ognie zdarzają się pojawiać w sytuacjach sytuacjach, w których powyższa definicja zdaje się być niewystarczająca lub błędna. Nie każde ukazanie się tańczących świateł można wytłumaczyć, dzięki ludowym podaniom czy naukowym wyjaśnieniom. W 1905 roku w Walii, w krótkim okresie odrodzenia religijnego, ogromną sensację wzbudziły tak zwane światełka Egryna. W małej kaplicy, pomiędzy Barmouth i Herlech, za każdym razem, kiedy pastor Mary Jones czyniła obrządki religijne, lub pojawiała się w pobliżu, mnóstwo świadków widziało niezwykłe efekty świetlne. Dziennikarz z ,,Daily Mirror" z Egryn opisał „kulę ognia", unoszącą się 15 metrów nad dachem kaplicy. Kule emanowały żółtym światłem, unosiły się powoli do góry, a następnie znikały. Kiedy Jones zmieniła parafię i odprawiała kazanie w Libanus, wierni, w tym sceptycznie nastawiony do tego fenomenu miejscowy lekarz, widzieli lewitujące, jaśniejące błyski. Trzej duchowni relacjonowali także, iż na ich oczach błyski eksplodowały w powietrzu. Zachowało się także wiele innych relacji, traktujących o paranormalnych zjawiskach świetlnych wokół pastor Jones. Kapliczka z Egryn znajduje się niedaleko bagien, co sprzyjałoby naukowemu wyjaśnieniu tego fenomenu. Nie zmienia to jednak faktu, iż światła pojawiały się w towarzystwie pastor nawet, gdy opuszczała miasteczko: w pociągu, Londynie, w domu jej przyjaciół.  





OJCZYZNA BŁĘDNYCH OGNIKÓW  

Jednak najbardziej powszechna wiara w paranormalne podochodzenie błędnych ogników, funkcjonowała (i nadal funkcjonuje) na ziemiach historycznej Anglii. Istnieje wiele nazw dla określenia tego zjawiska, jednak najbardziej popularnym jest „The will-o'-the-wisp", czyli Will Smuga. Will Smith był przebiegłym kowalem, któremu po śmierci Święty Piotr dał drugą szansę na odkupienie win. Will powrócił na ziemię, lecz zamiast pomagać ludziom, jak obiecał świętemu, wybrał wieczną tułaczkę. Diabeł co jakiś czas daje mu węgielek, by Will mógł się ogrzać. Wtedy też kowal odwdzięcza się Szatanowi sprowadzając nierozsądnych podróżnych na manowce. Istnieje też irlandzka odmiana tej opowieści, mówiąca o Pijanym Jacku, czyli „The ne'er-do-well", czy szkocka, w której ogniki przedstawiane są jako złośliwe duszki Spunkies. Niezależnie od tego, czym lub czyją duszą są tańczące światełka, brytyjskie, irlandzkie opowieści o nich, wprowadzają pewne nowatorskie elementy. The will-o'-the-wisp ma kraść ludziom różne przedmioty, a The ne'er-do-well spełnia niekiedy rolę leprekauna, pilnując ukrytych w jeziorach, mokradłach skarbów i drogocennych przedmiotów. Tego typu obłędne czyny ogników przedostały się do folkloru innych państw, zmieniając często rolę, jaką pierwotnie przypisywało się świetlikom - przeszkadzanie wędrowcom w podróży. Istnieje także historia o wodnym demonie „Tommy Trupia Główka" nawiedzającym hrabstwa Lancaster i York. Topi on dzieci w trzęsawiskach albo stawach, występuje często w postaci świetlistej kulki. Po dziś dzień rodzice ostrzegają swe pociechy: ,,Trzymajcie się z dala od glinianek, bo wciągnie was Trupia Główka". Błędne ogniki, za sprawą kolonizatorów brytyjskich, zawędrowały także do Ameryki Północnej. Indiańska nazwa tego zjawiska assuki, została zmieniona na spook-lights, czyli straszące światła. 





                                
                             THE END 
                        


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Północnice

piątek, 09 kwietnia 2010 10:05
DEMON

Specyficzny rodzaj zmory, dręczącej tylko niemowlęta. W niektórych wierzeniach (oczywiście słowiańskich) odpowiedzialna za bóle piersi u młodych matek. W środku nocy (stąd też nazwa), zakradłszy się do łóżeczka dziecka, budziła je i nie pozwalała już usnąć, strasząc, szczypiąc i drapiąc. 


 

 W kazaniach polskiego husyty czytamy: "odwiedzając położnicę, pytają, co się narodziło, czy chłopiec, czy dziewczyna; a czynią to, aby uchronić dziecko od nocnic, to jest od zmór, które dzieci szczypią i straszą i nie dają im usnąć". Na Mazowszui Lubelszczyźnie jeszcze na przełomie XIX i XX wieku mówiono, że płacz dziecka nocą powodowany jest przez nocnice, zwane czasem także noclicami. Bohdan Baranowski podał ponadto, że przypisywano im zwodzenie ludzi, wyprowadzanie ich na bezdroża, na których musieli długo błądzić. Była najczęściej niewidzialna. Północnica zwana była również jako nocnica, nocula oraz płaczka. Postać ta z zakresu demonologii słowiańskiej, wywodziła  się z wierzeń przedchrześcijańskich, określana jako pośmiertna forma egzystencji ludzkiej duszy. Wskutek licznych przeobrażeń, jakie zaszły w demonologii ludowej, zazwyczaj utożsamiano ją ze zmorą. Wzmiankę o nocnicach znajdziemy m.in. w trzynastowiecznym Katalogu magii Brata Rudolfa, kazaniu polskiego husyty z XV wieku, czy też w Czarownicy powołanej z wieku XVI.Przekonania dotyczące pólnocnic uległy silnemu zatarciu, dlatego nie można już dzisiaj określić dokładnie, jaki był ich rodowód. W niektórych częściach Śląska Cieszyńskiego "pod tę  nazwę podciągano wierzenia w demony, które były duszami dziewczyn zmarłych w czasie ogłoszenia (po zapowiedziach, a przed ślubem)". Nie wiadomo też, jak w mniemaniu ludu wyglądały, czasem opisywano je jako długonogie istoty zamieszkałe w lesie, tańczące w szale albo czeszące się szyszkami. 


  

 Nie lubiły one hałasu, a zwłaszcza głośnego śpiewania i gwizdania. Swoje ofiary deptały nogami i moczyły (cieknącą z niej wodą lub moczem). Często istoty te działay  w gromadzie.


SIOSTRY

Wierzono również, że północnice są podobne do południc, lecz w przeciwieństwie do nich rodziły się w świetle księżyca a nie słońca z wiatru i ze stygnącej po gorącym dniu ziemi. Sugerowałoby to iż występowały jedynie latem. Jak swoje "krewniaczki", północnice równiez porywały do szalonego tańca swych podglądaczy. Tańczyli oni do momentu kiedy to ofiara bedąca niejako w transie umierała z wycieńczenia. Północnice po zmroku  można było spotkać   w tych samych miejscach co południce. Również właściwości miały zbliżone - legendy głoszą, że północnica potrafia łapać światło księżyca i oślepiać nim przeciwnika.

 


PÓŁNOCNICA W GÓRACH

Górale wierzyli, że jak się na nie zagwizda, to one prędko przylecą. Najczęściej pokazywały  się w czasie adwentu. Podobno ze swych kryjówek wychodziły też jak dzwony biły w kościele. Nocnice ubrane były w białe płachty i czarne suknie, tak, że w nocy widać tylko ich światełka.    




 Chodziły  one wszędzie i napastowały  ludzi, zwłaszcza dzieci i pijaków. Kto się dostał w ręce nocnicy, czasem nawet w ducha mógł być przemieniony, jeśli umiał się obronić.Nocnica będąc rodzajem szatana nocnego, złego ducha,  sprowadzała ludzi na manowce i utrudniaznała zienie drogi. Najczęściej opisywano nonicę jako światełko podobne do palącej się świeczki . Mogło ono być niebieskiego,czerwonego, lub białego koloru. Gasło  i zapalało się na przemian, zmieniało też swoje miejsce.




JAK SIĘ USTRZEC?

Północnice bały się  dewocjonaliów, znaku krzyża, wypowiedzianego głośno Bożego imienia. Można było także wypowadać specjalne formuły magiczne odstarszające mary,radzono też aby nie zbliżać się z dzieckiem do okna, zwłaszcza w niektórych momentach np w porze zachodu słońca.  


 


                                 THE END 

                         


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Południce

środa, 31 marca 2010 21:04

LATO, SŁOŃC, ZBOŻE.... 

Południcą  był według wierzeńsłowiańskich złośliwy i morderczy demon polujący latem na tych, którzy niebacznie w samo południe przebywali w polu. Znano go  tekże jako: żytnia, rżana baba, baba o żelaznych zębach. 




Zabijał on dorosłych (np. kosiarzy czy oraczy pracujących w pełnym słońcu) oraz porywał dzieci bawiące się na skraju pola. Niekiedy zadowalał się "tylko" pozbawieniem ofiary na jakiś czas przytomności lub zesłaniem potężnego bólu głowy. Przedstawiano go pod postacią odzianej na biało kobiety o surowej bladej twarzy. Zazwyczaj towarzyszy im sfora siedmiu czarnych psów.Jeśli w bezwietrzny dzień łany zbożna nagle zaczynały falować to było jasne, że południca jest tuż tuż.  




 Szczególnie lubiła przebywać wśród łanów łubinu. Nie było przeciw niej obrony - należało po prostu w okolicy południa unikać przebywania na polu a już szczególnie drzemki na polu. Śpiący był bowiem szczególnie pożądaną ofiarą. Południca nie lubiła cienia, więc dobrze było przesiedzieć południe w cieniu drzew - tam demon nie miał dostępu.Południce słyneły ze swojej niechęci do dzieci, które porywały  z pola, szczując swoimi psami albo łapiąc i zakopując żywcem w ziemi. Na przebywających w południe w polu dorosłych sprowadzały natomiast omdlenia, bóle głowy i mięśni. Śpiących potrafiły tak obić we śnie, że gdy się obudzili  nie byli  w stanie samemu podnieść się z ziemi.Niektóre południce lubowały  się w zadawaniu cudacznych zagadek od których uzależniały  życie swoich ofiar. Młodych żniwiarzy kusiły zaś obietnicami zabawy i rozkoszy a następnie zmuszały do iskania się z wszy i zjadania robactwa. Wierzono, że Południce zbierały się w grupach żeby tańczyć swój demoniczny taniec. 





Osoba, która zbyt bardzo się zapatrzyła na falujące w pełnym słońcu "panny" zostawała porwana do wspólnego tańca po czym umierała najczęściej z wycieńczenia nie mogąc im dotrzymać kroku. O południcach mówiono wiele i różnie, wszystko natomiast zależało od regionu i tego czym zajmowali się ludzie. Spotykano je najczęściej w okolicach pól uprawnych gdyż motyw kłosów i ziaren zbóż, nie wiedzieć czemu, jest im nieodzowny. Latem snuły się one  po polach lub przesiadywały na miedzach, które były  ich ulubionym miejscem. Po żniwach można je spotkać w snopkach zżętego zboża ale wraz z pierwszymi chłodami rozwiewały się na wietrze aby powrócić dopiero następnego lata.
Demony polne przybierające postać biało ubranej, starej i brzydkiej kobiety z głową i twarzą skrytą w chustach lub obwiązaną płóciennymi pasami. Lokalna fantazja dodawała jeszcze pewne specyficzne szczegóły. W Sieradzkiem - cienkie nogi porośnięte sierścią lub piórami, w Rawskiem - długie, zwiędłe piersi wyłożone na wierzch rozchełstanej koszuli, w Łęczyckiem - czerwone oczy, olbrzymie krwistoczerwone usta i długi język.    


 

Natomiast na terenach Podlasia, Rzeszowszczyzny i w Lubelskiem południce przedstawiano jako młode i ładne dziewczęta, o rozpuszczonych włosach, ubrane w białą koszulę lub nawet chodzące całkiem nago, które pokazywały się młodym parobkom w upalne południe i namawiały ich do grzechu, co powodowało przerwanie pracy na polu.   




 A ponieważ południce zabierały chłopcom wszystkie siły, potem nie byli w stanie dobrze i wydajnie pracować. W skrajnym przypadku potrafiły one załechtać na śmierć złapanego w południe młodzieńca.Diabeł południowy - tak bowiem określano południce w niektórych regionach - napadał też na samotnych żniwiarzy, pasterzy i przechodzących miedzą, łamał im ręce i nogi, wpędzał w obłęd, powodował inne ciężkie choroby. Dlatego w lecie omijano drogi polne, uznawane za „ścieżki południc", unikano samotnego przebywania w polu w południe, a przede wszystkim wystrzegano się długiego odpoczynku lub zaśnięcia w pobliżu łanu pszenicy lub żyta. Demon ten, jeśli udało mu się podejść do śpiącego w polu człowieka, dotknąć go lub pocałować, mógł ukraść, wypić lub spalić mu serce, co oczywiście prowadziło do niechybnej śmierci. 
Południce lęgły się z dusz kobiet, które zmarły już po swoich zaręczynach ale przed ślubem lub krótko po nim.Podania słowiańskie głoszą też, że pojawia się ona (wyobrażana jako kobieta, duch kobiety) w okolicach południa a rodzi się z ludzkich łez i potu oracza.

 


                                      THE END 
                                   


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zmory

poniedziałek, 22 marca 2010 0:07
UPIORNY DUCH 

Zmora zwana też marą (stąd powiedzenie sen mara, Bóg wiara)  w wierzeniach słowiańskich była istotą półdemoniczną, duszą człowieka żyjącego lub zmarłego, która nocą męczyła śpiących, wysysając z nich krew.Według ludowych podań zmorami zostawały dusze grzesznych niewiast, dusze ludzi skrzywdzonych, zmarłych bez spowiedzi, potępionych.   




 Zmorami często bywały siódme córki danego małżeństwa lub osoby, którym przy chrzcie przekręcono imię, mogła nią zostać też osoba o zrośniętych nad oczami brwiach lub różnokolorowych oczach.Istnieją wierzenia (m. in. w centralnej Polsce), że zmorą zostaje po śmierci np. osoba, przy której na łożu śmierci (wg innych wariantów w czasie chrztu), ktoś odmawiając Pozdrowienie Anielskie, przejęzyczył się i powiedział Zmoraś Mario zamiast Zdrowaś Mario.   Zmora  mogła być duszą zmarłej osoby, ale równie dobrze mogła to być złośliwa dusza żyjącej osoby, która korzystając ze snu "właściciela" opuszczała jego ciało i używała ile wlezie. Dana osoba mogła nawet nie wiedzieć, że jej sen uwalniał zmorę. Były  też zmory wysysające krew z bydła i trzody, inne wyciągały  soki z roślin, a i  takie co osuszały źródła, rzeczki i stawy. Z licznych opowiadań wynika, iż człowiek duszony przez zmorę ma ciężki sen, duszności, nie może się poruszać, odczuwa przyśpieszone bicie serca, śmiertelny lęk. Człowiek duszony przez morę chce się od niej uwolnić i jęczy przez sen. Jeśli go ktoś wezwie po imieniu, mora natychmiast znika. Jeśli człowiek nie śpi, to mora go usypia przez oddech. Udaje się człowiekowi złapać morę, ta natychmiast przemienia się w źdźbło słomy, mysz albo gęś i znika. Mora wysysała  niemowlętom mleko matki z piersi. Inną, równie znaną "zmorą" był angielski nightmare - czarny koń o czarnych oczach z grzywą, ogonem i szczotkami nie przycinanymi od wieków, nienależący do nikogo, pojawiający się nagle i równie szybko niknący z oczu w niewyjaśnionych okolicznościach.




NIEBEZPIECZNE PIĘKNO 


 


Zmorę wyobrażano sobie jako wysoką kobietę o nienaturalnie długich nogach i przezroczystym ciele. Można ją było dostrzec przy świetle Księżyca, gdy jego promienie przechodziły przez ciało zmory. Kiedy się pojawia po raz pierwszy, można ją było rozpoznać na kilka sposobów. Piękna czarnowłosa kobieta lub staruszka (łączyły  je czarne oczy).  




Chadzała  krokiem powolnym. Kiedy napiła  się krwi, stawałą  się czerwona, jej krok był  szybszy i "jakby kłusem wybiega z domu" Podania przypisują jej zdolność do otwarcia każdego zamka. Umiała też zmieniać się w rozmaite zwierzęta: kota, kunę, żabę, mysz, a także w przedmioty martwe, jak słomka czy igła.

 

W ludowych wierzeniach Śląska zmora była bardzo dobrze znaną zjawą. Niemal w każdym środowisku śląskim znane są podania o duszeniu, dławieniu zmory. Jest to zazwyczaj kobieta, rzadko mężczyzna, ma ona zdolność przyjmowania różnych kształtów i przedmiotów. Widziano ją jako słomkę, jabłko, kota lub mysz. Niektóre wierzenia mówią iż, tylko dusza dziewczyny przybiera inną postać a jej ciało leży uśpione.Wśród wielu opowieści najbardziej jest popularny wątek o pewnym szewcu, który pracując w nocy zauważył wchodzącą przez dziurkę od klucza słomkę. Nie namyślając się długa, uciął ją. Rano zauważył ciało młodej kobiety przecięte na poły.


CZYŻBY WAMPIR?

Zmora żywi się krwią. Sadowi się na piersiach śpiącej osoby, przyciska piersi kolanami i powoduje uderzenie krwi do głowy. W ten sposób pozbawia powoli tchu swoją ofiarę. Spija krew wypływającą nosem lub też nacina zębami żyłkę na skroni lub szyi i wysysa.





Ofiara zmory traci siły i energię, które później odzyskuje w naturalny sposób. Mocno wygłodzona zmora potrafiła jednak zabić swoją ofiarę.   Sprowazałą ona też gorączkę oraz różne choroby. Oprócz pozbawiania tchu zmora ma jeszcze kilka innych, brzydkich zwyczajów. W nocy przychodziła  do koni i powodując ich niepokój siada na ich grzbiecie i zaplata grzywę. Rano właściciel zwierzęcia mógł odnaleźć go zmęczonego leżącego na sianie lub całkiem spoconego i wystraszonego. Najważniejszą cechą łączącą oba przypadki są warkoczyki uplecione z grzywy. Długotrwałe dokuczanie zmory  powodowało pomór zwierząt.

JAK SIĘ BRONIĆ

Jedynym zabezpieczeniem dla koni przeciw zmorze, jest przybicie na drzwiach stajnie zabitej sroki. Wtedy zmora takiego progu zmora nie przekroczy. 
Sposobów ochrony dla ludzi jest nieco więcej. Oto one:
- Na drugą noc po napadzie zmory zmienić miejsce spania
- Spalić słomę na której zmora dusiła człowieka (ewentualnie prześcieradło)
- Nie należy spać na jęczmiennej słomie (albo jęczmiennym prześcieradle. Ale widział kto coś takiego??)
- Należy zasypiać na brzuchu
- Należy zasypiać na prawym boku. (nie radzę jednak nikomu próbować zasypiać na prawym brzuchu. Mi nie wyszło) 
- Idąc spać, postawić przedmiot żelazny przy łóżku. Najlepiej siekierę.
- Idąc spać mieć pod ręką kij do obrony przed zmorą.
- Postawić koło łóżka nóż na sztorc ( siekiera, nóż, kij - uważaj jak wstajesz. Wstaniesz radosny z obrony przed zmorą i się zabijesz o którąś z tych rzeczy)
- Należy zasypiać trzymając chleb w ustach (ta... zamiast zmory to sam się zadławisz. I to skutecznie)
- Należy zasypiać mając dwa palce prawej ręki skrzyżowane.
Sposobem na odegnanie zmory na długo należy tak postąpić: przy śpiącym musi czuwać człowiek z butelką w zanadrzu. Gdy zmora zacznie dusić człowieka śpiącego, drugi musi lewą ręką zagarnąć butelką od głowy do stóp śpiącego do głowy. Potem należy szybko ją zakorkować i w ogień lub w wodę wrzucić. Po wrzuceniu do wody, rozlegnie się kwilenie, jakby dziecko płakało. Po wrzuceniu do ognia, i po stopieniu butelki, ściany się zatrzęsą i pisk sparzonej zmory będzie się niósł się przez komin i po domu.   





                                                                                   
                                                                 


                                                           THE END 
                                                         


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Topielce i topielice

piątek, 19 marca 2010 21:08
DEMONY WODNE 

Spośród różnych demonów, w jakie wierzyły ludy słowiańskie, szczególną złośliwością odznaczały się te, które zamieszkiwały otchłanie wód. Czyhały one na kąpiących się, albo nawet tylko zbliżających się do brzegu rzeki, aby w zdradziecki sposób wciągnąć ich w przepastne głębiny i pozbawić życia. Wierzenia te prawdopodobnie w poważnym stopniu wiązały się ze słabą znajomością pływania w dawnych czasach. Woda była groźnym żywiołem, który rokrocznie zabierał wiele ofiar. A wypadki utonięć dość powszechnie tłumaczone były działalnością demonów wodnych.



Na terenie Polski demony zamieszkujące otchłanie wód dość powszechnie nosiły nazwę topielców, topników, topców, chociaż lokalnie występowały jeszcze i inne rzadziej używane nazwy, jak np. utopce, utopicielki, potopielce, pływniki, wodniki, wirniki (od wirów), na Śląsku niekiedy wasermony itp. W dawnych wierzeniach ludowych topielec był niekiedy bardziej złośliwy i groźny niż diabeł. Gdy bowiem bies wciągał ludzi na bagna przeważnie dla żartów i ograniczał się tylko do wynurzania swej ofiary w błocie i napędzenia jej strachu, to topielec dążył zawsze do tego, by pozbawić ją życia. 

 

Zachowane relikty wierzeń w topielce są obecnie mocno zatarte i trudno jest wysuwać przypuszczenia, jak przedstawiał się obraz tych istot w religii przedchrześcijańskiej. Charakter wodnych istot demonicznych na poszczególnych terenach słowiańskich był dość różny. Nawet na obszarze ziem polskich istnieją duże różnice lokalne. Wieloznaczna nazwa "topielec" może sugerować, że chodzi tylko o duchy ludzi, którzy ponieśli śmierć przez utonięcie. Tymczasem badania terenowe wykazują, że wśród starszych ludzi kołaczą się gdzieniegdzie wiadomości o tym, że ongiś rozróżniano istoty demoniczne stale zamieszkujące wody, wyjątkowo złe i złośliwe, które starały się topić kąpiących, a nawet wciągać osoby zbliżające się do brzegów rzek, stawów lub bagien od ich ofiar, które stawały się topielcami niższego rzędu. Może nawet istniały jakieś odrębne nazwy ludowe, które później się zatarły. 

 

Topielce: "(...) zamieszkiwały"bąniory" tj. znaczniejsze zagłębienia w łożysku rzek. Tam pod zwierciadłem wody albo i na brzegu rozbija topielica kram z barwnymi chusteczkami i wstążeczkami, którymi przywabia dziewczęta i młode kobiety, aby je wciągnąć do głębiny i pozbawić życia (...) Bardzo często występuje topielec w postaci młodego chłopca z czerwona czapeczką na głowie i w czerwonych porteczkach, ale prócz tego nierzadko ukazuje się jako dorosły mężczyzna. W stroju miejscowego chłopa ośmiela się nawet przychodzić na jarmark, zwłaszcza w wigilię Bożego Narodzenia, ale natura jego zdradza woda cieknąca mu z lewego troku hazuki (...) anatomiczną właściwością topielca jest niezwykle długa pępowina, którą się kilka razy opasuje, a która daje mu nadzwyczajna siłę. Gdy jednak człowiek ostrym narzędziem mu ja przetnie, demon staje się bezsilny i nieszkodliwy (...) Aby człowieka udusić, musi być w swoim żywiole tj. w e wodzie choćby jedną nogą, chociażby podeszwą stopy. (...) Topielce żyją na podobieństwo ludzi w stadłach małżeńskich. Gdy żona topielca ma wydać na  świat małe topielątko, mąż udaje się do wsi po smarowackę tj. akuszerkę wiejską do pomocy przy porodzie (...) Obok topielców rodowitych istnieją topielce powstałe z dzieci nie ochrzczonych, utopionych przez zbrodnicze matki (...) Według relacji starych ludzi dawniej nie było niczym niezwykłym natknąć się nad rzeką na topielca. (...) Topielce jak wszelki demony, rozkoszują się światłem księżycowym. 

 

W tradycyjnych wierzeniach ludowych topielce występowały pod bardzo różnymi postaciami. Bardzo często zachowywały one taką postać, jaką posiadały w momencie śmierci. Na skutek jednak pobytu w rzece lub jeziorze ociekały one wodą, odzież miały mokrą, we włosach wplątane były wodorosty. Niekiedy jednak demony wodne z wierzeń ludowych przybierały określoną postać. Dość często więc były to kilkuletnie dzieci nagie lub ubrane tylko w białe koszulki, które jednak posiadały niesamowitą siłę i bez trudu mogły wciągnąć do wody najmocniejszego nawet mężczyznę. Również często był to dorosły nagi człowiek wyróżniający się jakimiś specjalnymi cechami, a więc np. sinym lub nawet zielonawym ciałem; nienormalnie wielką albo wyjątkowo małą głową; cienkimi, chudymi nogami; niechlujnymi czarnymi, rudymi lub nawet zielonymi włosami z wplecionymi w nie wodorostami; czerwonymi lub zielonymi wybałuszonymi oczami; odstającymi olbrzymimi uszami itp. Niekiedy znów miał to być mężczyzna w mokrym podartym ubraniu, lub w czarnym płaszczu; wstrętny karzeł w czerwonym płaszczu i takiej samej czapeczce; piękna naga lub ubrana tylko w białą koszulę dziewczyna.    


   

Niekiedy topiel ec czy też diabeł chcąc ściągnąć do wody nową ofiarę raz po raz przybierał różne postacie, a to konia, psa, barana, świni, jelenia, sarny, kaczki, ryby, to znów płaczącego, zagubionego dziecka. W niektórych wsiach pojawiać się on miał w postaci potwora nie podobnego do żadnego ze znanych zwierząt. A wreszcie mógł on być zupełnie niewidzialny dla oka ludzkiego. Atakami topielców padali nie tylko ludzie, ale również i zwierzęta gospodarskie. Opowiadania o utopieniu przez demony wodne konia, krowy, świni lub owcy nie były jednak częste. Szeroko tez byl  rozpowszechniony pogląd, że tonący człowiek znajduje się w rękach groźnego demona wodnego, powodował, iż wszelkie próby ratowania uważano za bezskuteczne. Mogły one najwyżej rozwścieczyć topielca i spowodować, że będzie się on starał uchwycić w swe ręce również i drugą ofiarę.


TOPIELICE   
 

Żeńską odpowiedniczką topielca była topielica zwana także wodnicą, brodawicą (Serbia, Chorwacja, Bułgaria) oraz wodjanichą (Rosja). Ten demon również mieszkał przy akwenach wodnych. Były bardzo piękne i obdarzone cudownym głosem. Ich uroda i śpiew kusiły pływających mężczyzn. Jednak gdy bezbronni wpadli już w ręce brodawic te bezlitośnie ich zabijały. 



Topielice pojawiały się dosyć rzadko, tylko raz w miesiącu, podczas pełni. Tylko wtedy, ponieważ promienie księżyca były ich jedynym pożywieniem. Nigdy nie pojawiały się w zimie. Topielice często spędzały czas siedząc w gałęziach nadbrzeżnych drzew.


Miewały różne humory, czasem nawet pomagały rybakom w lepszych połowach. Zazwyczaj jednak niszczyły im zarzucone sieci lub przewracały rybackie łodzie. Lubiły też śpiewać i tańczyć, lub po prostu siedzieć nad wodą, oglądać swoje odbicie w wodnej tafli i rozczesywać długie, niezwykle piękne włosy. Nieszczęsny jednak ten, który dostał się między tańczące topielice. Zamknięty w ich kręgu sam zaczynał tańczyć, a kończyła ów taniec dopiero jego śmierć z wycieńczenia. Niektóre rejony bardziej demonizowały topielice- zwłaszcza plemiona północne, które przypisywały im skłonności to tortur i zabijania ludzi, jednak na przykład w południowych plemionach słowiańskich rusałki były raczej obojętne, nie czyniły nikomu większych krzywd.Topielice były niezwykle piękne, co ułatwiało im porywanie mężczyzn. Wyglądały jak młode, śliczne dziewczyny, nierzadko nagie, czasem ubrane w białe szaty. Ich twarze były blade, zaś włosy rozwiewały się pięknymi falami. Kolor włosów zmienia się w zależności od regionu- w niektórych podaniach są zielone, w innych ciemne, w innych jeszcze zupełnie jasne. Topielice często ozdabiały się wiankami lub nawet przepaskami ze złota. Nierzadko utożsamiano je z syrenami o rybich ogonach. Topielice rodziły się z dusz dziewic, które utonęły. 



W ofierze składano im jajka, zaś aby ustrzec się przed ich mocą zawiązywano wstążki na nadbrzeżnych drzewach z gałęziami zanurzającymi się, lub nachodzącymi nad wodę."Gmin litewski utrzymuje, że gdy słońce zajdzie, przy blasku księżyca wodnice wypływają z topieli, wychodzą na brzegi, śpiewają i skaczą po łąkach, wtedy ich oczy błyszczą jak gwiazdy, a rozwiane po ramionach włosy brzęczą i dzwonią jakby daleka muzyka; tym szelestem wodnice usypiają ludzi, aby ich pląsów i zabaw dostrzec nic mogli."




TOPIELCE  



Natomiast rodzajem męskim był utopiec
 (lokalnie znany jako utopekutoplecutopnik) - zły i podstępny demon wodny z wierzeń słowiańskich, często utożsamiany zwodnikiem. Utopce rodziły się z dusz topielców i poronionych płodów. Podobnie jak wodniki zamieszkiwały wszelkie zbiorniki wodne (łącznie ze studniami i rowami przydrożnymi) i topiły kąpiących się oraz przechodzące przez rzekę zwierzęta. Odpowiadały także za wylewy rzek oraz zatapianie pół i łąk. Utopce przybierały postać wysokich, bardzo chudych ludzi o oślizgłej, zielonej skórze, z dużą głową i ciemnymi włosami. W czasie nowiu utopce wychodziły na brzeg. Często zwabiały wówczas do siebie ludzi, bawiąc się z nimi w zagadki. Osobę próbującą oszukiwać w zagadkach natychmiast topiły.  




Bardzo szeroko rozpowszechnione były wierzenia, że topielcem zostawał samobójca, który wybrał sobie śmierć przez utopienie. W Magnuszewie nad dolnym Orzycem na wschodnim Mazowszu opowiadano o pewnym rudym chłopaku imieniem Jacek, który odtrącony przez ukochaną dziewczynę utopił się. Chociaż ów wypadek miał jakoby miejsce "za pańszczyzny", a więc chyba przed 1864 r., to jeszcze w trzydziestych latach XX w. bano się tego groźnego topielca, o którym mówiono Jacek. Nie tylko topił on kąpiących się w rzece, ale podpływał pod sam brzeg i nagle wyskakując z wody wciągał do niej stojących na brzegu ludzi. Pewien dość leciwy chłop opowiadał mi wówczas, że gdy wiosną "przy wysokiej wodzie" stanął na brzegu Orzycu, nagle ziemia zarwała się pod nim i zobaczył wynurzającego się z rzeki topielca, który go ciągnął za nogi na środek, gdzie były groźne wiry. Szczęściem jakoby miał tyle przytomności umysłu, że przeżegnał się i znakiem krzyża zmusił Jacka do ucieczki. Nie miał zresztą żadnych wątpliwości, że był to Jacek, gdyż łatwo go było rozpoznać po zmoczonych i zmierzwionych rudych włosach. 

  

W okolicy Lipska nad Biebrzą na Podlasiu opowiadano o pewnym chłopcu, który nie chcąc iść do wojska "na japońską wojnę" (a więc chyba w 1904 czy też 1905 r.) utopił się przywiązując kawał żelaza do szyi. Ów topielec z żelazem na szyi napadał później ludzi przejeżdżających przez rzekę albo kąpiących się w niej. Mój informator jakoby przeganiał konia na pastwisko przez dość płytką odnogę Biebrzy. Nagle ów topielec z żelazem na szyi ściągnął go z konia i ukląkłszy mu na piersi począł go topić. Szczęściem nie wypuścił on z ręki postronka od uzdy konia. l oto wystraszony koń wyciągnął go z wody. Razem z nim wyciągnięty na brzeg został ów topielec. O ile jednak w wodzie posiadał on olbrzymią siłę, to na stałym lądzie wystarczyło go lekko popchnąć ręką, aby z powrotem potoczył się do rzeki. Wyskoczył jednak z wody i krzyczał, że jeszcze dostanie do swych rąk niedoszłą ofiarę. l istotnie jakoby wystarczyło, że mój informator zjawiał się na brzegu rzeki, aby ów topielec pokazywał się i próbował go wciągnąć do wody. Na szczęście uprzedzony o tym niebezpieczeństwie mój rozmówca stale się miał na baczności i nie dał się zaskoczyć złośliwemu demonowi. Na niektórych terenach, a więc np. w okolicach Pułtuska nad Narwią, Makowa nad Orzycem na wschodnim Mazowszu, w okolicach Uniejowa nad Wartą, nad górną Pilicą, we wsiach między Przedborzem a Sułejowem, można się spotkać z opinią, że topielcem zostaje po śmierci zły człowiek, którego niebo nie chce przyjąć. Z woli piekieł potępieniec taki musi przebywać w wodzie, blisko miejsca, w którym za życia mieszkał. W Popławach pod Pułtuskiem opowiadano o wyrodnym synu, który doprowadził do śmierci przez zagłodzenie swych rodziców będących "na wycugu", ustawicznym biciem żony spowodował jej zgon, następnie ojcowiznę, która miała przypaść jego dzieciom odpisał młodej dziewczynie, którą pojął później za żonę. Na dodatek krzywdził sąsiadów, a co gorsza oszukał nawet samego księdza prałata sprzedając mu chorą i nie posiadającą żadnej wartości krowę. Po jego śmierci szykujące się do zabrania jego duszy do piekła diabły krążyły wokół jego domu. Niewidoczna jednak siła nie pozwalała się im zbliżyć i pochwycić w swą moc grzesznika. Natomiast duszy złego człowieka wyznaczone zostały, na miejsce wiecznego potępienia, przybrzeżne wiry na Narwi. Wyłaniał się on wówczas, gdy w pobliżu ktoś się kąpał i starał się utopić swą ofiarę. Pewnego razu dwóch rybaków płynęło obok tego miejsca łódką. Topielec chwycił jednego z nich za nogę i próbował wciągnąć do wody.Rybak kurczowo trzymał się jednak krawędzi łódki. Jego towarzysz natomiast z całych sił walił wiosłem po głowie topielca. Nic to nie pomagało, a topielec z całych sił ciągnął do wody jego towarzysza. Dopiero, gdy rybak zwrócił się do niego po imieniu i nazwisku, pokutujący w wodzie grzesznik jakby się zawstydził i puścił nogę swej niedoszłej ofiary.


WODNE DZIECI  


Szeroko rozpowszechniony jest pogląd, że topielcem zostawało nie ochrzczone dziecko. W związku z tym w niektórych wsiach nad Wartą, na odcinku między Osjakowem a Sieradzem, można było jeszcze niedawno usłyszeć legendę o dziewczynie, która utopiła nie ochrzczone dziecko nieślubne. Minęły lata. Dziewczyna wyszła szczęśliwie za mąż. l oto pewnego dnia wybrała się wraz z całą rodziną na przechadzkę nad rzekę, w to właśnie miejsce, gdzie ongiś potajemnie utopiła swoje dziecko. Z rzeki wyszła maleńka postać, ociekająca wodą, nadzwyczaj silna, która momentalnie wciągnęła w głębinę wyrodną matkę. W Zambskach Kościelnych nad Narwią na wschodnim Mazowszu w latach trzydziestych miejscowa ludność z nazwiska wymieniała działających jakoby na tamtym terenie kilku topielców. Miały to być nieślubne dzieci utopione bez chrztu przez wyrodne matki. Mimo tego, że nie udowodniono im dzieciobójstwa opinia wiejska doskonale zdawała sobie sprawę z ich czynów, a nazwiska owych dziewczyn przylgnęły do żyjących jakoby w odmętach Narwi topielców.Niekiedy w wierzeniach ludowych pojawiał się pogląd, że złowrogie topielce pochodzą z płodu kobiety, która utonęła będąc w poważnym stanie. W niektórych okolicach wierzono, że topielcami stają się wyrodne dzieci przeklęte przez matkę. We wsiach leżących koło Wyszkowa, nad dolnym Bugiem, w latach trzydziestych opowiadano o chłopaku, który okradł kościół i ustawicznie bił własna matkę. Przeklęty przez nią w trzy dni zmarł, a duszy jego diabły naznaczyły pokutę w Bugu tak długo, aż nie utopi siedmiu innych osób. Dopiero wówczas miał prawo wejść do piekła. We wsiach leżących na prawym brzegu Pilicy w okolicach Nowego Miasta opowiadano o topielicy, którą była dziewczyna przeklęta przez własną matkę, gdyż "zadałasię z niechrzczonym Żydem.



JAK  RATOWAĆ SIĘ PRZED DEMONEM 

W mniemaniu ludu obrona przed topielcami była prawie niemożliwa. Echem wpływów nauki kościelnej na demonologię ludową był rozpowszechniony szeroko pogląd, że od ataku topielca można się ustrzec, wchodząc do wody z krzyżykiem na piersiach lub przeżegnawszy się przed kąpielą. Niekiedy można go jakoby było powstrzymać przez zadanie mu zagadki lub pytania, na które nie umiał odpowiedzieć. Korzystając wówczas z nieuwagi topielca można się było wyrwać z jego rąk i uratować życie.W niektórych okolicach istniał pogląd, że topielca można obezwładnić zarzucając nań szkaplerz lub różaniec.  


               


NA OŁTARZU DIABŁA

Niewyjaśnionym w pełni zagadnieniem może być sprawa ofiar składanych demonom wodnym. Na terenie etnicznie rosyjskim nad Oką w pierwszej połowie XIX w. chłopi wiosną, gdy poczynały przybierać wody, wspólnie kupowali konia, nie targując się zupełnie o cenę, przez kilka dni intensywnie go żywili, a następnie nasmarowawszy łeb miodem, i uwiesiwszy mu dwa młyńskie kamienie u szyi zatapiali. Podobnie niektóre ludy ugrofińskie z terenów wschodniej Rosji składały demonom wodnym ofiarę ze źrebięcia. Czy na terenach Polski tego rodzaju ofiary były składane trudno jest odpowiedzieć. Niemal jedyną pewną informacją na ten temat jest świadectwo znanego badacza kultury ludowej ziem północno-wschodniej Polski, Zygmunta Glogera, z 1887 r., że nad jednym z jezior w Augustowskiem, w którym co roku ktoś tracił życie, aby tego uniknąć, miejscowi chłopi rzucali każdego roku kurę dla topielców.Dość niejasna jest wzmianka z terenu Wielkopolski z końca jeszcze XIX w., że w Trzemesznie w dzień św. Jana zawsze tonęły trzy osoby. Otóż, aby zapobiec ofiarom w ludziach pod poświęconym dębem zabijano trzy koguty. 




                                        THE END  

                                      

Pisząc ten tekst głównie korzystałam z opowiadania BOHDAN ABARANOWSKIEGO- W KRĘGU UPIORÓW I WILKOŁAKÓW.

 





Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

piątek, 24 października 2014

Licznik odwiedzin:  99 612  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

O mnie

Zapraszm do mrocznego świata mojej wyobrażni...

O moim bloogu

Noc, mrok, magia... Wszystko co można znaleźć po drugiej stronie mocy..

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

GRY
Dodatki na bloga
Within Temtation - What have you done

Tylko dobra muza Darmowe mp3

Statystyki

Odwiedziny: 99612

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl